Wieczorem 19 stycznia 2026 roku niebo nad Beskidami zapłonęło zielenią i czerwienią. Zorza polarna, zjawisko kojarzone z Norwegią i Islandią, przez ponad godzinę świeciła nad powiatem suskim, gdzie zdarza się wyjątkowo rzadko. Była tak jasna, że widziałem ją gołym okiem, a wszystkie zdjęcia zrobiłem z ręki, bez statywu, między 22:17 a 23:39.

Skąd zorza na południu Polski
Źródłem był silny rozbłysk na Słońcu, klasy X1.9. Towarzyszący mu wyrzut plazmy (CME) pokonał drogę do Ziemi w zaledwie około 25 godzin i dotarł 19 stycznia wieczorem. Wywołał burzę geomagnetyczną w skali G4, czyli „bardzo silną”, drugą od góry w pięciostopniowej skali. Tej samej doby Ziemię dosięgła też burza radiacyjna klasy S4, najsilniejsza od 2003 roku.
Zorza była widoczna praktycznie w całej Polsce, od morza do Tatr, nawet w centrach dużych miast. Na południu kraju, daleko od owalu zorzowego, oglądamy ją jednak zwykle tylko jako słabą poświatę nisko nad północnym horyzontem, często widoczną dopiero na zdjęciu. Tym razem było inaczej.


Najpierw czerwień, potem zielona wstęga
Na początku zorza wyglądała niepozornie: czerwona poświata nad lasem i zielony blask tuż nad grzbietem wzgórza. Około 22:30 nisko nad horyzontem uformował się zielony łuk. Kilka minut później zaczął rosnąć i wspinać się na niebo.


Między 22:35 a 22:40 zorza była najsilniejsza. Zielona wstęga przecięła niebo po skosie aż do zenitu, a w jej wnętrzu pojawiły się niebieskie i turkusowe pasma. Poniżej i z boku stała czerwona zasłona. Kształty zmieniały się z minuty na minutę, co widać na kolejnych zdjęciach.




Łuki, wstęgi, kolumny. Co tak naprawdę świeciło
Zorza wygląda jak wyładowania elektryczne na niebie, ale błyskawicą nie jest. Naładowane cząstki ze Słońca, głównie elektrony, wpadają w górne warstwy atmosfery wzdłuż linii ziemskiego pola magnetycznego. Zderzają się z atomami tlenu i cząsteczkami azotu, a te oddają energię w postaci światła. To ten sam mechanizm co w świetlówce albo neonie, tylko na wysokości setek kilometrów.
Tej nocy nad Beskidami pokazały się prawie wszystkie typowe formy zorzy:
- Łuk: spokojny, równy pas światła nisko nad horyzontem. Od niego zaczęło się około 22:30.
- Wstęga: łuk, który faluje i zawija się jak wstążka. To ona przecięła niebo po skosie między 22:35 a 22:40.
- Promienie i kolumny: pionowe smugi, ułożone wzdłuż linii pola magnetycznego. Czerwone kolumny wyrastające zza grzbietu po 23:00 to właśnie promienie.
- Zasłona i poświata: rozlane światło bez wyraźnych krawędzi. Czerwona poświata wypełniła niebo pod koniec nocy.


Dlaczego dwa kolory
Barwy zorzy zależą od wysokości. Zieleń daje tlen na wysokości około 100–200 km, czerwień ten sam tlen, ale wyżej, około 200–400 km nad ziemią. Dlatego z południa Polski, z daleka, częściej widać czerwone górne partie zorzy. Zielona wstęga nad Beskidami świadczyła o tym, że zorza zeszła wyjątkowo daleko na południe.
Czerwone zakończenie
Po 22:50 zieleń słabła, a niebo coraz bardziej wypełniała czerwień. Około 23:00 czerwona poświata zajmowała już prawie całe niebo, a zza grzbietu wyrastały czerwone kolumny. Po 23:15 zorza zaczęła gasnąć. Ostatnie zdjęcia, zrobione przed 23:40, pokazują już tylko gwiazdy i ciemną sylwetkę wzgórz.



Ciekawostki
- Około 1700 km na sekundę. Tyle średnio musiał pędzić obłok plazmy ze Słońca, żeby pokonać blisko 150 milionów kilometrów w około 25 godzin. Zwykle taka podróż trwa od dwóch do czterech dni.
- Czerwień jest cierpliwa. Atom tlenu, który świeci na czerwono, „czeka” z oddaniem światła średnio prawie dwie minuty, a ten świecący na zielono niecałą sekundę. Niżej w atmosferze atom zdąży w tym czasie zderzyć się z innymi i stracić energię bez świecenia. Dlatego czerwień pojawia się tylko wysoko, gdzie powietrze jest bardzo rozrzedzone.
- Oko gorzej widzi czerwień. W ciemności patrzymy głównie pręcikami siatkówki, które są mało czułe na czerwone światło. Dlatego słaba zorza często wydaje się oku szarawa, a na zdjęciu jest czerwona. Tej nocy była na tyle jasna, że dało się ją zobaczyć bez aparatu i fotografować z ręki.
- Wyżej, niż lata człowiek. Zorza świeci 100–400 km nad ziemią. Samoloty pasażerskie latają na wysokości około 10 km, a Międzynarodowa Stacja Kosmiczna krąży około 400 km nad ziemią, czyli przy górnej granicy zorzy.
- Zorze nad Polską zdarzały się już wcześniej. Najgłośniejsza w ostatnich latach była w nocy z 10 na 11 maja 2024 roku. Rekordowe pod względem zasięgu było tzw. wydarzenie Carringtona z 1859 roku: zorzę widziano wtedy nawet w pobliżu tropików, a linie telegraficzne iskrzyły.
Czy to się powtórzy
Słońce wciąż jest aktywne po niedawnym maksimum swojego 11-letniego cyklu, więc silne burze geomagnetyczne mogą się jeszcze zdarzyć. Zorzy nad Beskidami nie da się jednak zaplanować. Gdy prognozy zapowiadają burzę G3 lub silniejszą, warto po zmroku wyjść poza światła miejscowości i spojrzeć na północ. Aparat zwykle pokaże więcej niż oko, zwłaszcza czerwień.